Świadectwa

Świadectwo Krzyśka

Mam na imię Krzysiek. Opiszę, skąd się wziąłem we wspólnocie i jak rozpoczęła się moja droga z Bogiem, nie wnikając we wszystkie wydarzenia mojego życia, ale starając się skupić na tym co najistotniejsze.

Pochodzę z rodziny katolickiej i różne formy modlitwy były mi znane od dziecka. Od dziecka chodziłem  (a właściwie byłem prowadzany) do kościoła. To, co mogę stwierdzić to to, że wiara nie była dla mnie niczym ważnym. Nie widziałem realnego działania Boga w życiu otaczających mnie osób i jako umysł ścisły uznałem, że nie ma co poświęcać czasu na to, co nie działa. Wiara kojarzyła mi się z lekcjami religii, na których było oceniane to, czy ładnie podkreśliłem temat w swoim zeszycie, czy zapamiętałem nazwy wszystkich rekwizytów na ołtarzu lub z formułkami, których musiałem się nauczyć przystępując do bierzmowania.

 

DŁUGOŚĆ DŹWIĘKU SAMOTNOŚCI

Moją ulubioną piosenką z czasów liceum i studiów była „Długość dźwięku samotności” zespołu Myslovitz. Kilka jej fragmentów oddawało to, jak się czułem. „Tak zawsze genialny, idealny muszę być”. Dusiłem się jako grzeczny chłopiec , z dobrymi ocenami, niewychylający się za bardzo. Bałem się życia w schemacie: studia, dobra praca, rodzina, emerytura, śmierć, koniec. Bałem się śmierci.  Kolejny wers brzmiał: „I nawet kiedy będę sam nie zmienię się, to nie mój świat”. Zawsze patrząc na to, jak funkcjonuje świat (z wyścigiem szczurów, rzeczami, które musisz zrobić, aby znaleźć się w towarzystwie etc.) wydawało mi się, że nie jestem stworzony do tego miejsca, że jestem stworzony do świata, który miał być inny. Paradoksalnie to samotność przyczyniła się do mojego nawrócenia.  Lekarstwa na nią upatrywałem w znalezieniu tej drugiej połówki – dziewczyny, z którą mógłbym być blisko.

 

FILIP

Któregoś wieczoru, gdy byłem na studiach zadzwoniła do mnie moja siostra, z zaproszeniem na kurs ewangelizacyjny Filip. Opowiedziała mi, jak ma wyglądać, a mnie przytłoczyła myśl dwóch dni wykładów na temat Boga. Usłyszałem też, że ludzie się zmieniają po tym kursie. Mój racjonalny umysł kazał zapytać, czy dają posiłki, bo zmiany upatrywałem w tym, że dodają czegoś do jedzenia ;). Tym co mnie jednak przekonało ostatecznie była obecność na kursie koleżanki mojej siostry, która mi się podobała. Poszedłem na kurs i znalazłem lekarstwo na samotność. Nie za sprawą koleżanki (przyniosła ciasto i poszła sobie!), ale za sprawą Boga, który wlał we mnie swoją miłość. Tam pierwszy raz usłyszałem o Bogu, który zna mnie po imieniu, chce do mnie mówić, dla którego nie jestem kropką w szarej masie ludzi. Usłyszałem też o tym, co sprawia, że do tej pory tego nie doświadczałem i że potrzebuję zaprosić Jezusa do swojego serca i przekazać mu kierownicę swojego życia. Zrozumiałem, że zostałem stworzony do relacji z Nim, a świat w planie Boga był inny niż to, co stało się z nim przez grzech.

Wtedy powiedziałem Bogu, że jeśli jest taki, jak mi tu mówią, to chcę Go, nie chcę już mieć własnego pomysłu na swoje życie, ale chcę przyjąć Jego pomysł i Jego prowadzenie.

Ta decyzja, którą podjąłem 22 listopada 2003 roku była najważniejszą decyzją w moim życiu. Żaden inny moment (dostanie się na prestiżowe studia, ślub z Agą, urodziny moich dzieci) nie był tak ważny jak tamten. Poznałem Boga, który jest ze mną i wiem, że nigdy mnie nie porzuci.

Wiem też, że wszystko, co mam cennego, zawdzięczam Jemu. On mnie poprowadził w wyborze Agi, Jemu zawdzięczam dwójkę moich cudownych dzieci, z Nim po ślubie wybieraliśmy nasze mieszkanie, które choć małe służy nam do dziś. Z nim staram się prowadzić moją firmę, która liczę, że jeśli będzie to planem Boga, pozwoli mi kiedyś poświęcić mniej czasu na pracę zarobkową, a więcej na budowanie Bożego Królestwa.

 

W SZKOLNEJ ŁAWCE

Wrócę jeszcze na chwilę do czasu studiów. Moment, w którym poszedłem na kurs Filip był pierwszym kiedy usłyszałem w zrozumiały sposób kim jest Bóg, jaki jest, co potrzebuję zrobić, aby być z Nim w relacji i czego chce dla mojego życia. Wtedy też pierwszy raz spotkałem ludzi, dla których jest On realną osobą. I którzy byli normalni… Miałem wcześniej różne wyobrażenia osób we wspólnocie: przepocone koszule, kołnierzyki pod szyję, dziewczyny w spódnicach sięgających poniżej kostek, ludzie oderwani od rzeczywistości etc.. Z perspektywy czasu, żałuję, że nie usłyszałem Ewangelii wcześniej, kiedy siedziałem jeszcze w szkolnej ławce podstawówki czy liceum. Myślę, że jest to jedna z rzeczy, która sprawia, że chcę dawać tę szansę innym. Wiem, że nie wszyscy odpowiedzą TAK Jezusowi. Ale wiem, że są nastolatkowie, którzy są spragnieni i choć o tym nie wiedzą, tęsknią za życiem, które może dać tylko Bóg.