Świadectwa

Świadectwo Agi

Jeżeli szukasz pasjonującej historii, to raczej nie ta. To bardziej opowieść o nieśmiałej, cichej dziewczynce, która odkryła, że jest Nauczyciel, który chce wziąć ją na swojego ucznia, i że ma Tatę, który jest Królem – jak w dobrej, rycerskiej opowieści 🙂

 

MUSI BYĆ COŚ WIĘCEJ…

Nawet nie zauważałam, ze nie mam taty. Moja mama mnie kochała i okazywała mi to. Byłam lubiana, świetnie się uczyłam, byłam w harcerstwie, w chórze. Byłam szczęśliwa. A jednak pamiętam, że towarzyszyła mi myśl, że czegoś mi brakuje. Czułam się nieciekawa i bez wartości. Zastanawiałam się, czy gdybym zniknęła, ktoś by zauważył. Po czym brałam się w garść, cieszyłam się tym, co miałam i na pewien czas te myśli odchodziły. Po czym wracały. Dlatego kochałam książki i fantastykę, bo zatapiając się w ich świecie, nie myślałam o rzeczywistości. Czasem siedziałam w domu i zastanawiałam się, czy jest coś więcej. Bo czy życie ma tak wyglądać, że po liceum idziesz na studia, potem do pracy, potem zakładasz rodzinę, masz dzieci, starzejesz się i umierasz? Wydawało mi się to pozbawione sensu.

 

OSIEMNASTKA

Chodziłam do świetnego liceum – pełnego fajnych ludzi i otwierających umysł nauczycieli. Jednak brakowało mi głębokich przyjaźni. Zaczęłam tęsknić za osobami, z którymi miałam relacje pod koniec podstawówki. Oni wszyscy poszli razem do szkoły, jedynie ja się wyłamałam. Miałam z nimi kontakt, ale to nie było to samo. Więc kiedy koleżanka z tamtej grupy przyszła zaprosić mnie na dwudniowy kurs ewangelizacyjny, na który oni mieli iść razem – prawie od razu się zgodziłam. Potem nachodziły mnie myśli, że to głupie, ale skoro obiecałam to obiecałam. Kurs odbywał się miesiąc po moich 18-tych urodzinach. I zmienił moje życie!

 

KURS FILIP

Nie do końca pamiętam, co było na kursie mówione – pamiętam tematy, ale konkretnych myśli nie, bo na pierwszym zaczęłam płakać i płakałam praktycznie przez całe te dwa dni. Pierwszy wykład był o Bożej miłości. O tym, że Bóg kocha każdego. Ale nie nieokreślonego „każdego”. Dotarło do mnie, że kocha mnie! Ta myśl wgryzła się w moje serce i zaczęła przewiercać je na wylot, burząc wszelkie mury. Poczułam, że On naprawdę chce być moim Tatą, że zaprasza mnie do swojego domu już na stałe. To było tak piękne, że aż się zdziwiłam, że wierzę, że jest prawdziwe 🙂

Z tą myślą przeszłam temat grzechu. Akurat żeby zobaczyć, jak grzeszna jestem, nie miałam problemu. A potem pojawił się temat Jezusa. I zapragnęłam być Jego uczniem (uczennicą). Bez względu na to, z czym mogło się to wiązać wiedziałam, że chcę żyć z Bogiem na 100%. To był mój moment nawrócenia.

Drugiego dnia wieczorem można było poprosić o modlitwę o Ducha Świętego. Podeszłam do jakichś dwóch nieznajomych dziewczyn. Po chwili modlitwy przerwały, skonsultowały się ze sobą i jedna z nich zapytała, czy mam jakiś problem z moim ziemskim tatą. Bo obie miały poczucie, że Bóg chce uleczyć coś w moim sercu w tym temacie. To był moment przełomowy dla mnie. One nie mogły wiedzieć, że wychowywałam się bez ojca. A jednocześnie Bóg sam przyszedł, i potwierdził mi, że On będzie od teraz moim Tatą. To było najpiękniejsze uczucie. I jest tym, co nadal mnie dotyka – że mam Tatę w niebie, który mnie chce. Pamiętam, że jak wracałam do domu, to nawet kolory wydawały mi się bardziej żywe. Byłam naprawdę szczęśliwa.

 

DRUGIE NAWRÓCENIE

Moi znajomi założyli wspólnotę a ja zaczęłam przychodzić na spotkania. Był tylko jeden problem. Ciągle czułam się trochę obok. Nie dlatego, ze ktoś dawał mi do tego podstawy. Problem leżał w moim myśleniu i diabeł na tym żerował. Zbliżały się wakacje, wspólnota jechała na pierwszy obóz a ja się wycofałam. Nie pojechałam z nimi, wybrałam obóz harcerski – coś, co znałam, mimo że nie dawało mi takiej radości. Kiedy spotkaliśmy się w sierpniu, zobaczyłam różnicę. Moi przyjaciele wrócili pełni Ducha, pasji, chętni do modlitwy za innych i szczęśliwi a ja poczułam się pusta. Tego dnia podjęłam decyzję, że już nigdy nie zrezygnuję i nie przegapię okazji, by wejść głębiej i być częścią Kościoła. Od tego czasu stałam się bardziej radykalna. I bardziej kochająca.

 

I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE!

Od tego czasu podjęłam najważniejsze decyzje w moim życiu. Pokochałam Krzyśka, którego Bóg postawił na mojej drodze i obdarzył niesamowitą cierpliwością w oswajaniu mojej nieśmiałej natury. To nie tylko mój mąż, ale też najlepszy przyjaciel. Zostałam mamą mimo, że myślałam, że się nie nadaję – Bóg ewidentnie myślał inaczej. Teraz nie wyobrażam sobie naszego życia bez nich.

Dostałam się na wymarzone studia. Bóg postanowił wykorzystać moją kreatywność i wyobraźnię. W 2016 roku powiedział mi, kim jestem i dał mi cel. I to w taki sposób, że mogę powiedzieć, ze zawsze o tym marzyłam 🙂 A myślę, że jeszcze wiele przede mną. Najważniejsze, że nigdy nie będę sama. Jezus powiedział do uczniów: „A ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” Mt 28, 20. Wiem, że mogę Mu w tym zaufać.