Materiały

O dwóch rybkach, dwóch królestwach, łapaniu oddechu i powrocie do domu. CZĘŚĆ 2 – skrypt

W zeszłym tygodniu nie wyjaśniliśmy w pełni, o co chodzi. Dziś zaczniemy więc od zdefiniowania nazwy „friendzone”. Pozwólcie, że zrobię to metodą obrazkową…

Tu pokazałam cztery memy odnośnie tego tematu. Pokażę Wam dwa z nich – moje ulubione. Ale ogólnie niewiele wystarczy, aby zrozumieć, o co chodzi 🙂

Chyba teraz jest już dla wszystkich jasne, czym jest friendzone. Chciałbym Wam teraz wytłumaczyć, dlaczego wybraliśmy to słowo jako hasło naszego cyklu o Ewangelii.

 

W poprzednim odcinku…

Żeby w pełni zrozumieć temat, przypomnę to, wydarzyło się w zeszłym tygodniu. Jezus, gdy chodził po ziemi, posługiwał się przypowieściami. Wzorując się na Nim, Krzysiek użył akwarium i dwóch rybek, aby przedstawić sytuację, w jakiej znajduje się każdy z nas. Jedna z nich szczęśliwie pływała, natomiast drugą Krzysiek wyłowił i rzucił na podłogę (dodam, że była ona sztuczna, więc żadne zwierzę nie ucierpiało w trakcie nauczania).

Bóg stworzył nas do miejsca relacji z Nim, abyśmy byli zanurzeni w Jego obecności i Jego miłości. Stworzył nas do relacji ze Sobą. Jednak w momencie, gdy Adam i Ewa zgrzeszyli, zostali wyrwani z tego naturalnego środowiska. Od tej chwili każde z ich dzieci, czyli też my, rodzimy się poza akwarium i wyglądamy jak taka rybka walcząca o przeżycie.

Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego.   Rz 3,10-12

 

Jednak każdy ma w sobie tęsknotę za miłością, za czymś więcej niż to, co widzimy dookoła. Kiedy zaczynasz się rozglądać tęsknie za jakąś wodą, bo przecież musi być jakaś woda, wtedy tym bardziej diabeł stara się odciągnąć twoją uwagę od poszukiwania akwarium. Może Ci postawić zdjęcie rafy koralowej mówiąc: wszystko jest ok., przecież pływasz! Może puścić Ci szum morza na słuchawkach lub postawić obok szklankę z jakąś cieczą, aby padały na Ciebie odblaski światła. Może Ci tłumaczyć, że przecież jesteś wolny/wolna a akwarium oznacza tylko ograniczenia. Ale nie da Ci wody. I z przyjemnością będzie patrzył, jak się męczysz. Możesz nawet znaleźć akwarium i próbować tam sam wskoczyć, ale to nie jest możliwe.

Ale Bóg nie będzie przyglądał się bezczynnie, jak się męczysz na tej podłodze. On walczy o Ciebie. Już zrobił wszystko, żebyś miał drogę powrotną do Niego.

Albowiem Bóg tak umiłował świat że Syna swojego jednorodzonego dał, aby każdy kto w niego wierzy nie zginał, lecz miał życie wieczne.   J 3,16

 

Skoro tu jesteście to najprawdopodobniej rozglądacie się za tą wodą. Szukacie sposobu, na poznanie Boga osobiście. I wtedy możecie spotkać jakiegoś chrześcijanina, który pokaże Wam List do Rzymian rozdział 10 i wytłumaczy, że musisz uznać Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. I czytacie:

Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia.                                Rz 10,9-10

 

To, o czym teraz powiem, będzie dotyczyć naszego serca, więc dla ułatwienia posłużę się pewną scenką. Przyjmijmy, że ten fotel przykryty kocem będzie tronem mojego życia. Mojego, bo to ja go przygotowałam, ale każdy ma w swoim sercu taki tron.

W tym momencie usiadłam na „tronie”.

 

Jezus-Zbawiciel

Tak więc rodzisz się siedząc na tronie w swoim sercu. I możesz robić, co tylko chcesz – nie ma ograniczeń… Tylko niestety okazuje się, że nie do końca możesz robić wszystko. I gdzieś w środku czujesz pustkę. Więc trafiasz na kogoś, kto opowiada Ci o Bogu. Że jest dobry, że można Go słyszeć, że ma plan dla Twojego życia i uwolnienie od grzechu…

W trakcie opowiadania o Bogu, okazując coraz większą ekscytację przesuwałam się na skraj fotela aż w końcu wstałam radośnie.

Aż dochodzisz do momentu, że wstajesz z tronu i mówisz: tak, ja tego chcę, chcę tego Jezusa. I zgodnie z instrukcją z Rzymian 10, 9-10, zaczynasz się modlić:

Tu zrobiłam krok w przód, podniosłam ręce i z zamkniętymi oczami zaczęłam się modlić mniej więcej tymi słowami…

 

Panie Jezu, dziękuję Ci, że poszedłeś za mnie na krzyż, że poniosłeś tam wszystkie moje choroby i grzechy, że uczyniłeś mnie wolnym. Wierzę, że powstałeś z martwych a teraz siedzisz po prawicy Boga i w Tobie wszystkie obietnice się spełniają, Ty będziesz mi błogosławił, ty mnie poprowadzisz do najlepszego planu dla mnie, gdzie będę szczęśliwy i nigdy mnie nie opuścisz! Alleluja!

 

I TU NASTĘPUJE KLUCZOWY MOMENT. Więc zrobimy STOPKLATKĘ: zapamiętajcie tę scenę – stoję krok przed fotelem (zmierzyłam to na ich oczach), właśnie wypowiedziałam tę modlitwę i stoję z wzniesionymi rękami, z zamkniętymi oczami. Zapamiętaliście to? Bo teraz nasza scena może się rozwinąć na różne sposoby.

 

Wersja 1

Teraz będzie wersja 1:

… amen! Skończyłam modlitwę. To teraz będę się wreszcie cieszyć wolnością od grzechu i Bożą miłością. Jestem przecież Bożym dzieckiem.

W tym momencie założyłam małą koronę, która do tej pory zawieszona była na oparciu fotela.

Gdy będzie mi smutno mogę przyjść i przerzucić moje zmartwienia na Jezusa, mogę oczekiwać przytulenia, pocieszenia… a potem wrócić do swojego fajnego życia, do swoich przyjaciół, których opinia bardzo się dla mnie liczy, do swoich planów.

Ale kiedy okazuje się, że gdy ja wstaję i wracam w kierunku tronu, a Jezus podąża za mną, mówię: Nie, Jezu, nie zrozumieliśmy się. Przecież mnie kochasz – uszanuj więc moją prywatność. O, tu mam taśmę malarską, wyznaczę na podłodze moją strefę prywatną. Ty masz tu swoje Friendzone. Bo wiesz, nie przesadzajmy – ja wiem, co dla mnie dobre. A potem znów w chwili kryzysu przybiegnę do Jezusa: On mnie przecież pocieszy, prawda? To może się ciągnąć do czasu, aż zobaczysz, że Jezusa już tam nie ma…

Dlaczego? Bo to nie było nawrócenie! Uznanie Jezusa jedynie Zbawicielem a nie Panem nie czyni z ciebie nowego człowieka. Tak naprawdę nadal jesteś rybką zdychającą poza akwarium. Bo zakosztowałeś miłości Boga ale nie zgodziłeś się na warunki Jego królestwa rządzące akwarium. Bóg jest mądrym Tatą i będzie miał do ciebie cierpliwość, ale nie pozwoli Ci za długo tkwić w miejscu, które nie jest dla Ciebie dobre. Więc jak zobaczysz, że Jezus opuścił friendzone, które mu wyznaczyłeś, możesz albo się nie przejąć i kierować swoim życiem nadal albo… zacząć go szukać na nowo…

 

Wersja 2

Pamiętacie, w którym miejscu stałam w chwili stopklatki? To wracam do modlitwy.

Tu dostałam uwagę, że powinnam zdjąć koronę, bo wtedy jej nie miałam, ale zlekceważyłam to mówiąc, że dobrze mi w niej 🙂 Prawda jest taka, że była mi ona po prostu na głowie potrzebna…

 

Jezu, dziękuję Ci, że uwolniłeś mnie z grzechu. Oddaję Ci moje życie i ogłaszam, że jesteś moim Panem!

 

Więc siadam u stóp Jezusa a On zajmuje tron mojego życia. Słyszę Jego głos, razem z Nim snuję plany, czuję się kochana i wyjątkowa. Ale Jezus nie chce na tym poprzestać. On chce zbudować na nowo moją tożsamość jako Bożego dziecka i Sługi Królestwa. Więc zaczyna robić porządki w moim życiu…

Bo kiedy siedzi na tym tronie to różne rzeczy wbijają mu się plecy. Wcześniej nie tylko ja siedziałam na tym tronie. Pod pokryciem ukryłam bowiem różne rzeczy, które są dla mnie ważne i których nie chciałam stracić.

Teraz wyciągnęłam rzeczy ukryte pod kocem zarzuconym na fotel. Włożyłam tam płytę DVD z Iron Manem, książkę Zwiadowców, zdjęcie przyjaciół, pożyczoną od Krzyśka płytę Myslowitz (swoich wszystkich po nawróceniu się pozbyłam). Żałuję, że nie miałam batonika 🙂 Położyłam sobie to wszystko na kolanach i pokazywałam po kolei w trakcie dalszego wywodu.

Więc Jezus wyciąga wszystkie te moje rzeczy i zaczyna je oglądać. I tłumaczy mi, że jeżeli On ma siedzieć na tronie to te rzeczy nie mogą być na równi z Nim. A niektórych po prostu trzeba się pozbyć. I ok, ten rodzaj muzyki mogę wyrzucić, bo teksty są dołujące, ale przyjaciele? No bez przesady! Nie można być takim biblijnym freakiem.

W tym momencie podniosłam się i usiadłam na poręczy fotela, jakbym się nachylała do Jezusa…

Ja rozumiem, mogę chodzić na spotkania, mogę się nawet udzielać i odkurzać dywan, ale jak jestem ze znajomymi w Maku to nie jestem w Kościele. To normalne, ze kogoś się obgaduje, prawda? Nie bierzmy Biblii tak dosłownie, przecież to jest życie!

Na koniec tego zdania zsunęłam się na fotel. Teraz z powrotem ja tam siedziałam. Nie Jezus.

Możesz wybrać, że powiesz w którymś momencie: dość. Nadal masz wolą wolę. Tylko, że Bóg traktuje Twoją decyzję o oddaniu Mu życia na poważnie. I chce Cię w całości, a nie w wybrane dni. Albo godziny. Nasze teksty: no, bez przesady, to też jest decyzja! I może się okazać, że niepostrzeżenie zaczynasz pakować się razem z Jezusem na ten tron. Albo nawet nikt na nim nie siedzi, bo ganiacie się dookoła! I próbujesz coś ugrać dla siebie.

Kiedy uznałeś Boże panowanie nad Swoim życiem, Bóg przyjmuje Cię do swojej rodziny i czyni Cię nowym człowiekiem. Zostajesz wrzucony do akwarium.

Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.   2 Kor 5,17

 

Jednak jest jeszcze ktoś w duchowej rzeczywistości. Diabeł nie będzie się potulnie przyglądał, jak cieszysz się pływaniem w akwarium. On będzie cię kusił różnymi przynętami, abyś nie zgodził się na zasady Bożego Królestwa. Będzie Cię przekonywał, że wiesz lepiej, co jest dla Ciebie dobre. A gdy się złapiesz – wyrzuci Cię z powrotem na ziemię! Najczęściej dzieje się tak, gdy nie rozumiemy, co to znaczy, ze Jezus ma być Panem…

 

Wersja 3

Wracamy do stopklatki. Teraz wersja numer trzy:

Jezu, dziękuję Ci, że uwolniłeś mnie z grzechu. Oddaję Ci moje życie i ogłaszam, że jesteś moim Panem!

 

I wtedy siadasz u stóp tronu, który zajmuje Jezus, i abdykujesz.

To był moment, w którym zdjęłam koronę i położyłam ją na fotelu.

Muszę się Wam do czegoś przyznać – mam problem ze słowem Pan. W języku polskim to zwrot grzecznościowy do mężczyzny, którego dobrze nie znasz (przykład – pan od wuefu, pan Zdzisław spod piątki). Tymczasem w Biblii pojawia się określenie Pan, które jest odpowiednikiem angielskiego LORD – Król, Władca.

BO JEZUS JEST BOGIEM! Jest Królem królów. On wie, do czego Cię stworzył! On wie, jakie jest twoje miejsce i wie, że tylko w tym miejscu będziesz szczęśliwy. Naprawdę. On nie chce, aby opinia innych ludzi budowała twoją tożsamość. On nie chce, aby inne rzeczy, chęć odpoczynku czy cokolwiek innego, stały między Tobą a Nim. On nawet nie chce, żeby robienie rzeczy dla Niego, stało się ważniejsze niż bycie przy Nim.

Bóg chce, abyśmy prawdziwie zostali Jego dziećmi. Oznacza to, że będzie nas pocieszał w chwilach kryzysu. Że będzie z nami. Ale też, że musimy zaakceptować Jego Królewskie zasady. I gwarantuję Ci, ze w tym miejscu – u stóp tronu, będzie Ci najlepiej.

Ja uwielbiam opowieści o rycerzach, więc zilustruje to Wam w mój ulubiony sposób. Jeśli jesteś dzieckiem Króla, to twój Tata zawoła cię i powie Ci np. tak: Jesteś moim synem i kocham cię bardzo. Chcę Cię jednak przygotować, bo na północnym krańcu mojego królestwa obcy próbuje napaść na moich poddanych. Dlatego przez najbliższy rok będziesz się szkolił w posługiwaniu mieczem i zasadach Królestwa a następnie wyślę Cię na czele mojego oddziału abyś pokonał wrogów i zaprowadził mój pokój w tej krainie. Albo powie tak: Córko, jestem z Ciebie bardzo dumny. Widzę jednak, że w pewnym mieście w moim królestwie wybuchła zaraza. Chcę, żebyś zebrała grupę moich sług i wyruszyła tam, aby leczyć tych ludzi. I to będzie coś, o czym marzyłeś/marzyłaś!

Gdy taki syn, czy taka córka wrócą do domu, do Taty-Króla, to pewnie będą opowiadać, jak to było super i niesamowicie! I raczej nie będą czuli potrzeby porównywać się z innymi, bo będą się czuli spełnieni i kochani. Właśnie do takiego życia powołuje nas Bóg.

 

Tak jak dla ryby naturalnym środowiskiem jest woda, dla ciebie naturalnym środowiskiem jest życie w relacji z Bogiem i poddanie Królowi królów. A Bóg będzie wtedy Bogiem a nie kolesiem, z którym kłócisz się o fotel! Diabeł będzie Ci próbował wmówić, że to kłamstwo i musisz sobie poradzić sam. Jeśli przyjdą Ci takie myśli, poczytaj Biblię.

 

Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się! Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie.   Ap 3,19-21

 

Życie z Bogiem nie zawsze jest łatwe i przyjemne. Może być Ci trudno zaakceptować Boże zasady. Gdy stajesz do walki po stronie Boga, szatan będzie w ciebie walił. Możesz być chory mimo, że Bóg przez twoje ręce będzie uzdrawiał ludzi. Ale On obiecuje, że będzie z Tobą, że przejdziesz to wszystko z Nim i będziesz Go oglądał. Bóg nie zapomni zatroszczyć się o Ciebie!!! I jest nagroda w niebie dla tych, którzy wytrwają.

 

Będziemy się teraz modlić. Zapytaj Boga, w jakim miejscu teraz jesteś i jeżeli chcesz, możesz zaprosić Go do swojego życia jako Pana. Nie będziemy robić tego razem. To musi być twoja decyzja i Twoja modlitwa. Jeżeli oddasz Bogu swoje życie, możesz jeszcze po spotkaniu poprosić o modlitwę o Ducha Świętego. Warto wtedy pomodlić się głośno. I zapamiętaj ten moment.

Poprowadziliśmy krótkie uwielbienie. Nie chciałam, aby ktoś mówił głośno modlitwę a chętni powtarzali bo często działo się tak, że ktoś powtarzał, mówił że się nawrócił a potem dość szybko odchodził od Boga. Każdego dotyka co innego, ale chciałam, żeby mieli świadomość podjętej decyzji.
A w następnym tygodniu Ola mówiła o nauce życia w Bożym królestwie (bo nie po to rybę wrzuca się do akwarium żeby zachowywała się jak ta na podłodze…).

 

Aga

 

PS Ponieważ udało mi się powiedzieć to nauczanie w 35 minut, został mi czas aby powiedzieć swoje własne świadectwo. Bo ja, gdy się nawróciłam, poczułam się tak szczęśliwa i kochana, że odrzuciłam wszystko, co wiedziałam, że nie pasuje do Jego Królestwa. Poza jedną rzeczą… Ale o tym może kiedyś napiszę świadectwo.