Obserwacje

GRZECZNY I POSŁUSZNY (ale komu?)

Stój w kościele grzecznie, grzecznie złóż ręce, bądź cicho, bądź grzeczny dla innych. Pod tymi słowami kryje się oczekiwanie. Bo jaka jest definicja grzeczności? Co jest grzeczne, a co nie? Oczekując grzeczności mamy na myśli: bądź grzeczny i nie zadawaj za dużo pytań, bądź grzeczny i nie zwracaj na siebie za dużo uwagi, bądź grzeczny i nie wychylaj się z rzędu. Jednak czy grzeczni apostołowie zanieśliby Ewangelię do całego ówczesnego świata?

 

Kto ma stać się jak kto?

„Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” Ew. Mateusza 18:3

Jezus mówi, że mamy stać się jak dzieci, żeby wejść do Królestwa Bożego. Wydaje się jednak, że jako dorośli w kwestii wiary oczekujemy od dzieci, aby to one stały się takie, jak my.

Słowa, które brzmią mi w uszach, a które kojarzę z katechez lub kazań, to aby być grzecznym. Często staje się to niemal pierwszym przykazaniem, które słyszę również teraz, kiedy chodzę ze swoimi dziećmi na mszę. Ale czy jest o tym mowa w Biblii? Pismo mówi, ale o posłuszeństwie. Komu? W pierwszej kolejności Bogu i temu, co napisane jest w Jego Słowie. W drugiej kolejności rodzicom do czasu pozostawania w domu, o ile nie namawiają do czegoś, co jest sprzeczne z Biblią. Osobiście wolę termin posłuszeństwo niż grzeczność. Bo posłuszeństwo związane jest bezpośrednio z tym, komu jesteśmy posłuszni. W grzeczności pobrzmiewa dla mnie nuta konformizmu i wycofania.

Czy grzeczne było porozrzucanie stołów w świątyni przez Jezusa (J 2,15) ? Albo czy było grzeczne wyrzucenie przez Pawła i Sylasa demona z wróżbitki (Dz 16,13-19)?? Wobec jej pracodawców z pewnością nie, bo utracili swoje źródło dochodu (jakież to niehumanistyczne i niechrześcijańskie!). Wygonienie kupców z świątyni zapewne też nie było wobec nich grzeczne. Ale czy było właściwe? Według Bożego Słowa – tak. Bo było wyrażeniem posłuszeństwa Bogu, a nie człowiekowi.

 

Być jak dziecko

Co Jezus miał na myśli mówiąc, że mamy być jak dzieci? Dla mnie jedną z tych rzeczy jest ufność. Wierzę, że nikt tak jak dziecko nie potrafi przyjmować Bożego Słowa z wiarą. Wiarą w to, co ponadnaturalne i to, co dla nas dorosłych wydaje się niemożliwe.

Drugi punkt to nieustępliwość i determinacja. Z pewnością każdy, kto ma dzieci, doświadczył nieraz jak nieustępliwe potrafią być, kiedy o coś proszą.

Trzecia rzecz to ciągłe poszukiwanie i zadawanie pytań. Tak wyglądało też przekazywanie wiary w kulturze Jezusa, poprzez zadawanie pytań i szukanie z dziećmi odpowiedzi.

 

Chcę, żeby moje dzieci, tj. Łucja i Jonek, nie były zawsze i wszędzie grzeczne, nie przyjmowały bezkrytycznie wszystkiego, co jest im mówione i nakazane, nawet ze strony autorytetów (nas jako rodziców, dziadków, duchownych, nauczycieli, pracodawców). Chcę, żeby wypełniły to, do czego powołuje je Bóg. Wiem, że jeśli będą tylko grzeczne, to świat ustawi je pod własną modłę.

 

Co z nastolatkami?

Dlaczego piszę o dzieciach w blogu dla nastolatków? Bo niewłaściwe oczekiwania, które są wkładane w dzieciństwie w kwestii wiary, pozbawiają ich tego, co może być siłą w drodze z Bogiem przez całe życie.

Jezus mówi nam, że gwałtowni zdobywają Królestwo Boże. (Mt, 11,12). W którymś momencie grzeczność przestaje wystarczać, aby wiara się ostała. W wierze, tej prawdziwej, biblijnej, potrzeba uporu, determinacji, wytrwałości, stawania przeciw okolicznościom, rozumu i świadomości na czym opiera się moja wiara, ufności w to, co ponadnaturalne. Przypomnę tylko przypowieści o natrętnej wdowie, słowa Jezusa o byciu przebiegłymi jak lisy etc. Te wszystkie cechy kształtował Jezus w swoich uczniach. I są one niezbędne, aby wypełniać nakaz misyjny Jezusa oraz to, do czego powołuje nas Bóg.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie są to cechy, o których się głosi na kazaniach dla dzieci, na katechezach lub w domach. Raczej oczekuje się, aby dzieci słuchały, nie dyskutowały za dużo, nie zadawały za dużo niewygodnych pytań, grzecznie nauczyły się tego, co mają do nauczenia, grzecznie pisały w zeszytach od religii, grzecznie odpowiadały zgodnie z kluczem. Bo tak naucza kościół, bo do tego doszli ludzie świętsi i na pewno mądrzejsi od ciebie, bo tak trzeba. Uczenie życia zgodnie z Biblią i uczenie porównywania z nią jest ryzykowne. Bo może się wtedy okazać, że to, czego nauczamy w kwestii wiary, wcale nie jest z nią zgodne lub nasze osobiste życie również odbiega od tego, co jest w planie Boga.

 

Sprawdzaj z Biblią!

Chcę być dobrze zrozumiany. Nie zachęcamy nastolatków do olewania, braku szacunku do ludzi lub ciągłego naginania zasad dla zasady. Ale zawsze zachęcamy naszych nastolatków do weryfikacji i porównania tego, czego są uczone, co jest im nakazywane i co słyszą, bezpośrednio ze Słowem Bożym (chodzi też on to, co słyszą od nas na spotkaniach Abby Youth, na konferencjach, podczas mszy, katechezie, w szkole, wśród znajomych etc.). Pismo jest „od Boga natchnione i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia” (2 Tm 3,16).

Z jednej strony cieszy mnie zaufanie naszych nastolatków do nas, że to, co mówimy, rzeczywiście jest napisane w Biblii. Z drugiej strony osobiście martwi mnie gdy widzę, jak mało osób na spotkaniach trzyma w ręku Biblię. Czasem zdania, które nasze youthy usłyszały ze strony osób duchownych zasmucają mnie. Na przykład: „nieobecność na mszy jest gorsza niż zabicie człowieka”, „jak będziesz u spowiedzi przez 24 pierwsze piątki miesiąca z rzędu, to pójdziesz do nieba”.

Czasem wystarcza podstawowa znajomość Słowa Bożego aby dostrzec, jak dużo artykułów nawet na chrześcijańskich portalach (typu deon.pl) mija się z Bożą prawdą. Choć brzmią one przekonująco, pociągająco, moralnie, głęboko, duchowo i mądrze lub są podpisane nazwiskami poprzedzonymi różnymi naukowymi tytułami. Bóg dwukrotnie przestrzega w Księdze Przysłów „Jest droga, co komuś zdaje się słuszną, lecz w końcu prowadzi do zguby.” (Prz 14,12 oraz 16,25).

Podobnie filmy, czy książki pojawiające się w popkulturze, mówiące o wierze, ale wykrzywiające/ zmieniające/ rozwadniające przesłanie Ewangelii, chociażby głośna książka „Kod Da Vinci”, film „Noe” z 2014, horror „Egzorcyzmy Emilii Rose” (puszczany, o zgrozo, przez niektórych księży na lekcjach religii jako materiał edukacyjny).

Człowiek bywa omylny i bezrefleksyjne posłuszeństwo nigdy nie jest dobre, co pokazuje dobitnie historia kościoła i świata. (Dzień po napisaniu tego wpisu trafiłem na ciekawy artykuł z WP

https://magazyn.wp.pl/artykul/mrozacy-krew-w-zylach-eksperyment-polacy-posluszni-do-bolu).

 

Grzecznie byłem, grzecznie odchodzę

To, co w oczywisty sposób można wymusić na dzieciach, na nastolatkach niestety (a może na szczęście) już nie. Bo okres nastoletni to czas weryfikacji tego, co widzimy, z tym, co usłyszeliśmy wcześniej. Niestety wtedy okazuje się, że grzeczna, uładzona, teoretyczna, teologiczna wiara przegrywa ze światem.

Sakrament bierzmowania nazywany jest już dość powszechnie, nawet w kręgach osób duchownych, sakramentem pożegnania z kościołem. Tak jak grzecznie dziecko przychodziło do kościoła i składało ręce to modlitwy, podobnie grzecznie, po cichu i łatwo w przyszłości podąży za modą tego świata. Nie zastanawiając się za dużo, nie zadając za dużo pytań dostosuje się do oczekiwań, do klucza, jak zostało nauczone.

 

Trud, który się opłaca

Moje doświadczenie pokazuje, że młodzież w parafii jest mile widziana. Ale najczęściej do momentu, kiedy nie jest zbyt głośna, nie rzuca się w oczy, nie wprowadza za dużo zamieszania i grzecznie dopasowuje się do tego, co już jest. Nie zadaje pytań, nie zaprząta głowy, nie popełnia błędów, nie wymaga czasu i pieniędzy na swoje pomysły. Dziękuję Bogu za naszego księdza proboszcza i naszego długoletniego, niestety już byłego opiekuna, księdza Pawła, którzy są sercem z naszymi nastolatkami. Takie osoby w parafiach (duchowne i świeckie) są jednak w mniejszości, a przynajmniej taka jest moja obserwacja.

Jan pisze w pierwszym liście: „napisałem do was, młodzi, że jesteście mocni i że nauka Boża trwa w was, i zwyciężyliście Złego.”

Być może młodzież ma to, czego dorosłym często już brakuje. Wierzę, że potrzebujemy patrzeć na to, co naturalnie mają w wierze dzieci i młodzież i uczyć się tego od nich, a nie gasić. Mnie otrzeźwia to, jak widzę nastolatkę z naszej grupy młodzieżowej modlącą się za koleżankę bez czucia w nogach. A jeszcze bardziej otrzeźwia mnie, kiedy Bóg odpowiada na tą modlitwę i nastolatka odzyskuje czucie (sytuacja z ostatniego miesiąca). Czy miałbym odwagę się o to pomodlić? W mojej głowie powstrzymuje mnie mnóstwo pytań: co jak Bóg nie odpowie, co jak się wygłupię, co jak narobię komuś nadziei, co jeśli to nie czas? Nastolatek po prostu się modli!

Pomoc w budowaniu w nastolatkach wiary, o której pisał Jan, a która zwycięża Złego, jest dużo trudniejsza. Wymaga towarzyszenia. Polecenie nauczenia się modlitw na pamięć jest łatwiejsze niż nauczenie młodej osoby prawdziwej komunikacji z Bogiem, polegającej również na usłyszeniu Jego głosu (dla mnie osobiście genialnym wzorem jest modlitwa Dawida w psalmach!).

Wykład jest łatwiejszy do przeprowadzenia niż prowadzenie własnego życia tak, aby nastolatek zobaczył realność i ponadnaturalność działania Boga.

Polecenie grzecznego siedzenia cicho jest prostsze niż pokazanie w praktyce, jak wziąć usłyszane bądź przeczytane w Biblii słowo i wprowadzić je w życie. Bo to wymaga konkretnego czasu z życia „prywatnego”, zaangażowania serca, albo nawet tak przyziemnej rzeczy jak pieniędzy.

Nasz przykład: nakaz Jezusa o głoszeniu Dobrej Nowiny. Dwa lata temu postanowiliśmy w Abbie do każdej rzeczy ewangelizacyjnej organizowanej przez naszą młodzież, dokładać jako wspólnota drugie tyle pieniędzy, ile nasi nastolatkowie sami zbiorą. To uczy dawania (również nas 🙂 ), dobrego zarządzania, pytania Boga, na co przeznaczyć pieniądze (czy ulotki, plakaty, czy jedzenie, czy nowy wystrój sali). Uczy pytania, co Bóg chce zrobić. Pokazuje im w praktyce (mam nadzieję) nasze zaufanie do nich i oczywiście daje przestrzeń do rozmowy. A na końcu możliwość wspólnego cieszenia się owocem (lub czasem smucenia się jego brakiem… przecież wszyscy się uczymy, prawda? :)).

 

Chcemy, żeby ludzie w Youthie szanowali innych, ale nie byli ugrzecznieni. Żeby zadawali pytania i szukali odpowiedzi według Bożego serca. W mądrej równowadze i posłuszeństwu Bogu.

 

PS  Z życia wzięte

Przypominam sobie, jak na samym początku istnienia AY jedna osoba przychodziła do nas pod dom koło 22, bo miała dużo pytań odnośnie Jezusa! Ten czas, gdy po długich bojach uśpiliśmy wreszcie naszą roczną Łucję i dzwonił domofon: „Hej, bo zastanawiam się nad różnymi rzeczami w Biblii, może któreś z was zejść na dół? A w ogóle to jestem tu z kilkoma kolegami z podwórka i tak razem rozkmijamy…” . To były chwile, w których nie wiedzieliśmy, czy uwielbiać Boga za gorliwość tych młodych ludzi czy zejść i ich pozabijać, żebyśmy mogli wreszcie mieć czas dla siebie… 😉 Uznaliśmy jednak, że takie momenty trzeba łapać i koszt ponownego przebrania się z piżamy w strój dzienny nie jest zbyt duży. Teraz ta „natrętna” osoba jest jedną z tych, które prowadzą z nami Abba Youth i mocno opierają swoje życie na Jezusie. Było warto!

 

Krzysiek